') else writeln(' '); writeln(''); close(); }} intermission blog



..::set as a home page::.. ..::mail me::.. ..::Guest book::..
Penis Activity: 7/10* **** *Drugs: 3 neurofen,1 can of Redbull, 2 skunk weed* **** *Cigarettes: approx. 17 p/d* **** *Alohol: 1/2 bottle of Jack Daniels
..:: Photo Gallery::..
..::Who's Rob?'::..





Reasumując ostatni niesławny prawie rok mojej marnej egzystencji mogę śmiało zaprzeczyć plotkom że:
- w Polsce coś się zmieniło
- ...Na wyspach jest lepiej
- Alkohol nie rozwiąże twoich problemów
- Życie bez używek jest lepsze, zdrowsze i bardziej kolorowe
- Nie da się bawić całe życie
- Barbara kupiła różowy wibrator - to była ostra czerwień

Generalnie rzecz biorąc jeszcze żyje (ku zmartwieniu co poniektórych), mam się... hmm, od przynajmniej miesiąca trzeźwy do domu jeszcze nie wróciłem. Nic nie spłodziłem, nie mam żony, dziewczyny, kochanki. Pomijając (ale to przecież standard) nadmiary alkoholu we krwi prowadzę się w miarę dobrze (wedle własnych kryteriów oceniania). Przyznać muszę że początki na ziemiach ojczystych były skrajnie fatalne, ale czego mogłem się spodziewać rzucając wszystko z dnia na dzień i licząc że... "jakoś to się ułoży". Ten co to miał być taki piękny i uduchowiony związek skończył się jakiś tydzień po powrocie... jak nad tym pomyśleć pewnie jeszcze przed powrotem, niemniej fizycznie i oficjalnie, bez mniejszych wątpliwości w krótkiej rozmowie telefonicznej równo 7 dni po wtargnięciu na ziemie polskie. Zakończenie równie konkretne jak i cały czas spędzony razem. A ten związek chwile później co mógł być taki jaki tamten nie był, skończył się bo nie wierzyłem że może taki być, a kiedy w końcu doszło do mnie że taki by był to już go nie było (wybaczcie tą zawiłość - 1.3 promila)... tak czy siak jeżeli chodzi o moje "sercowe sprawy" czuję że tej zimy nie obejdzie się bez kołderki, kocyka, kakałka, kilku dobrych filmów, świętego spokoju i... oczywiście, nieustannie kilku butelek JD (średnio 0.35 butelki na noc, w zależności od ilości nocy spędzonych w domu).
Po Londynie spieprzony byłem okropnie, psycha siadała alkohol nie pomagał, kebab się przejadł, a że jedynak i dzielić się niczym nie lubię, tak problemy i siwiejące włosy chowałem pod poduszkę. Bądź co bądź pierwsza pani rozpieprzyła mnie nerwowo, druga spowodowała dziwne zatamowanie uczuć wyższych, i małą terapią wstrząsową pogłębiła mnie w moim braku zaufania i trzymaniu dystansu. kolejne problemy jeszcze na wyspach odebrały mi wytrwałość (nawet pić mi się nie chciało), a nieprzemyślana ucieczka z wysp odebrała mi wszystkich przyjaciół.
Tak więc zakończyłem popieprzony, wykończony, i bez jednej osoby z którą mógł bym choć papierosa zapalić. Dopiero trzecia słodka pani tylko dziwnym sposobem z bliżej nieokreślonych powodów znosiła wariata przez znaczny czas, może dlatego że sama po podobnych przejściach. Jedyne co mogę powiedzieć to - dlaczego tak trudno znaleźć kobiety jak ona? ;)


Po tym krótkim streszczeniu jeżeli chodzi o kobiety w ostatnich miesiącach mej krwawicy wszyscy śmiało możemy stwierdzić że moje życie sercowe (jeżeli takie odkreślenie ma jakikolwiek sens) praktycznie nie istnieje, a jeżeli istnieje to według wszelkich norm nam znanych, lub też konstruktywnie je oceniając... jest chuja warte.
W związku z powyższym mała zimowa nostalgia zaczyna zbliżać się nieuchronnie, niemniej w poduszkę płakał nie będę (przynajmniej się postaram) bo jeżeli jakaś łza przeciśnie się miedzy deski to to skurwiałe łóżko będzie jeszcze bardziej skrzypieć.

Na szczęście samą miłością się nie żyje a inne sprawy też mają znaczenie, a te inne przynajmniej nabrały jakiś pozytywnych obrotów. Zdobyłem sobie spory szacunek wśród ludzi... powiedzmy ze z branży. Prowadzę projekt nowej witryny internetowej - to niestety wiąże się z kolejnymi napojami alkoholowymi, więc zdaje się że na abstynencję szanse małe (natomiast wprost przeciwnie proporcjonalne szanse na marskość wątroby) bo witryna będzie oczywiście o piciu, niezdrowym żarciu, upojnych imprezach i najciekawszych barach, klubach, mordowniach... bo przecież do czego taki alkoholik jak ja mógł by nawiązywać. Ćwiczę, przygotowuję się do zawodów, czasem nawet w nich wystąpię (jak na przykład ostatnio - ze złamanym żebrem, kacem gigantem, i przespanej półtorej godzinie) jak i pracuje w jednym z ciekawszych miejsc w Warszawie... innymi słowy jak to powiedział mój przyjaciel robię zajebistą nikomu nie potrzebną robotę.
Zdobyłem też w końcu jakieś grono znajomych, a więc nie czuję się tak obco we własnym kraju jak to było na początku, wciąż to troszczę dalekie od tego co było ale doganiam. Wymagało to przeprowadzki, nieco wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, imprezek zapoznawczych ale nie ma nic bez poświęceń. Od średnio 3 miesięcy jestem moja psychika zdaje się być wyleczona, znaczy dalej jestem popieprzony, niemniej według nowym pozytywnych standardów. Dzisiejszy kurewski dzień pominę.
Tak więc kończąc ten mój cichutki powrót - bez rewelacji, zawsze mogło by być lepiej (bo kiedy nie), ale starym dobrym sposobem waląc kilka setek, przyglądając się pozytywom, a zapominając o całej reszcie zdarza się nawet że się uśmiechnę - ale tylko w wybranym to widzieć. Teraz zobaczymy jak to się potoczy dalej.

I tym wymuszonym optymistycznym akcentem mówię... dajcie szkło, trochę lodu, pepsi, i jakieś amerykańskie whiskey... jak się nie napiję, nie zasnę ;)

Dziękuje i Dobranoc
Sober
skomentuj (12)
was, is, and will b




Reasumując ostatni niesławny prawie rok mojej marnej egzystencji mogę śmiało zaprzeczyć plotkom że:
- w Polsce coś się zmieniło
- ...Na wyspach jest lepiej
- Alkohol nie rozwiąże twoich problemów
- Życie bez używek jest lepsze, zdrowsze i bardziej kolorowe
- Nie da się bawić całe życie
- Barbara kupiła różowy wibrator - to była ostra czerwień

Generalnie rzecz biorąc jeszcze żyje (ku zmartwieniu co poniektórych), mam się... hmm, od przynajmniej miesiąca trzeźwy do domu jeszcze nie wróciłem. Nic nie spłodziłem, nie mam żony, dziewczyny, kochanki. Pomijając (ale to przecież standard) nadmiary alkoholu we krwi prowadzę się w miarę dobrze (wedle własnych kryteriów oceniania). Przyznać muszę że początki na ziemiach ojczystych były skrajnie fatalne, ale czego mogłem się spodziewać rzucając wszystko z dnia na dzień i licząc że... "jakoś to się ułoży". Ten co to miał być taki piękny i uduchowiony związek skończył się jakiś tydzień po powrocie... jak nad tym pomyśleć pewnie jeszcze przed powrotem, niemniej fizycznie i oficjalnie, bez mniejszych wątpliwości w krótkiej rozmowie telefonicznej równo 7 dni po wtargnięciu na ziemie polskie. Zakończenie równie konkretne jak i cały czas spędzony razem. A ten związek chwile później co mógł być taki jaki tamten nie był, skończył się bo nie wierzyłem że może taki być, a kiedy w końcu doszło do mnie że taki by był to już go nie było (wybaczcie tą zawiłość - 1.3 promila)... tak czy siak jeżeli chodzi o moje "sercowe sprawy" czuję że tej zimy nie obejdzie się bez kołderki, kocyka, kakałka, kilku dobrych filmów, świętego spokoju i... oczywiście, nieustannie kilku butelek JD (średnio 0.35 butelki na noc, w zależności od ilości nocy spędzonych w domu).
Po Londynie spieprzony byłem okropnie, psycha siadała alkohol nie pomagał, kebab się przejadł, a że jedynak i dzielić się niczym nie lubię, tak problemy i siwiejące włosy chowałem pod poduszkę. Bądź co bądź pierwsza pani rozpieprzyła mnie nerwowo, druga spowodowała dziwne zatamowanie uczuć wyższych, i małą terapią wstrząsową pogłębiła mnie w moim braku zaufania i trzymaniu dystansu. kolejne problemy jeszcze na wyspach odebrały mi wytrwałość (nawet pić mi się nie chciało), a nieprzemyślana ucieczka z wysp odebrała mi wszystkich przyjaciół.
Tak więc zakończyłem popieprzony, wykończony, i bez jednej osoby z którą mógł bym choć papierosa zapalić. Dopiero trzecia słodka pani tylko dziwnym sposobem z bliżej nieokreślonych powodów znosiła wariata przez znaczny czas, może dlatego że sama po podobnych przejściach. Jedyne co mogę powiedzieć to - dlaczego tak trudno znaleźć kobiety jak ona? ;)


Po tym krótkim streszczeniu jeżeli chodzi o kobiety w ostatnich miesiącach mej krwawicy wszyscy śmiało możemy stwierdzić że moje życie sercowe (jeżeli takie odkreślenie ma jakikolwiek sens) praktycznie nie istnieje, a jeżeli istnieje to według wszelkich norm nam znanych, lub też konstruktywnie je oceniając... jest chuja warte.
W związku z powyższym mała zimowa nostalgia zaczyna zbliżać się nieuchronnie, niemniej w poduszkę płakał nie będę (przynajmniej się postaram) bo jeżeli jakaś łza przeciśnie się miedzy deski to to skurwiałe łóżko będzie jeszcze bardziej skrzypieć.

Na szczęście samą miłością się nie żyje a inne sprawy też mają znaczenie, a te inne przynajmniej nabrały jakiś pozytywnych obrotów. Zdobyłem sobie spory szacunek wśród ludzi... powiedzmy ze z branży. Prowadzę projekt nowej witryny internetowej - to niestety wiąże się z kolejnymi napojami alkoholowymi, więc zdaje się że na abstynencję szanse małe (natomiast wprost przeciwnie proporcjonalne szanse na marskość wątroby) bo witryna będzie oczywiście o piciu, niezdrowym żarciu, upojnych imprezach i najciekawszych barach, klubach, mordowniach... bo przecież do czego taki alkoholik jak ja mógł by nawiązywać. Ćwiczę, przygotowuję się do zawodów, czasem nawet w nich wystąpię (jak na przykład ostatnio - ze złamanym żebrem, kacem gigantem, i przespanej półtorej godzinie) jak i pracuje w jednym z ciekawszych miejsc w Warszawie... innymi słowy jak to powiedział mój przyjaciel robię zajebistą nikomu nie potrzebną robotę.
Zdobyłem też w końcu jakieś grono znajomych, a więc nie czuję się tak obco we własnym kraju jak to było na początku, wciąż to troszczę dalekie od tego co było ale doganiam. Wymagało to przeprowadzki, nieco wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, imprezek zapoznawczych ale nie ma nic bez poświęceń. Od średnio 3 miesięcy jestem moja psychika zdaje się być wyleczona, znaczy dalej jestem popieprzony, niemniej według nowym pozytywnych standardów. Dzisiejszy kurewski dzień pominę.
Tak więc kończąc ten mój cichutki powrót - bez rewelacji, zawsze mogło by być lepiej (bo kiedy nie), ale starym dobrym sposobem waląc kilka setek, przyglądając się pozytywom, a zapominając o całej reszcie zdarza się nawet że się uśmiechnę - ale tylko w wybranym to widzieć. Teraz zobaczymy jak to się potoczy dalej.

I tym wymuszonym optymistycznym akcentem mówię... dajcie szkło, trochę lodu, pepsi, i jakieś amerykańskie whiskey... jak się nie napiję, nie zasnę ;)

Dziękuje i Dobranoc
Sober
skomentuj (12)